Na molo w Sopocie

Każdy zna molo w Sopocie.
Warto wyjść tam po robocie,
bo szum morza uspokaja,
a niekiedy też są jaja.

Takie jaja się zdarzyły,
gdy tam przyszedł gość otyły,
co Glapiński się nazywa.
Czasem golnie szklankę piwa.

Tam działaczka AgroUnii,
która lubi kwiat petunii,
zagadnęła zręcznie Glapę
i nagrała jego japę.

Pytała o kredyt w banku.
Jak zeń wyjść, ale bez szwanku?
Glapiński babce doradził,
chociaż mocno przy tym kadził.

Ale zdradził rozmówczyni
(niech dowiedzą się kuzyni)
ile stopy procentowe
wzrosną każdemu na głowę.

Padła też główna porada –
podziękować tu wypada –
żeby wygrać w Totolotka,
lecz sugestia to dość wiotka.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.